Kocie łby, wrr...
Podczas długiej trasy najbardziej nie lubię jednej rzeczy. No, poza złapaniem kapcia
Chodzi mi o trafienie na dłuższy odcinek wybrukowany kocimi łbami. Wybierając się na jeszcze nie poznane drogi lokalne zawsze mam na względzie to ryzyko, ale trudno z góry zgadnąć, gdzie jest asfalt, a gdzie kocie łby. Oglądanie planowanej trasy na zdjęciach satelitarnych w necie nic tu nie daje. Kocie łby na szczęście są dość rzadkie i- także na szczęście- coraz rzadsze- ale przynajmniej na północ i wschód od Łomży nadal można się na nie nadziać. A to nic przyjemnego. Próba normalnej jazdy skutkuje trzęsiączką narządów wewnętrznych i odgryzaniem sobie języka, nie mówiąc o ryzyku dla roweru. Z kolei jazda poboczem nie zawsze jest możliwa, a zawsze bardzo spowalnia.
Czy w szeroko rozumianym rejonie Ostrołęki też występuje ta plaga? A jeśli tak, to byłbym wdzięczny za wskazanie mi konkretnych miejsc. Oznaczę je jako zakazane i zapomnę, że tam są w ogóle jakieś drogi...
Chodzi mi o trafienie na dłuższy odcinek wybrukowany kocimi łbami. Wybierając się na jeszcze nie poznane drogi lokalne zawsze mam na względzie to ryzyko, ale trudno z góry zgadnąć, gdzie jest asfalt, a gdzie kocie łby. Oglądanie planowanej trasy na zdjęciach satelitarnych w necie nic tu nie daje. Kocie łby na szczęście są dość rzadkie i- także na szczęście- coraz rzadsze- ale przynajmniej na północ i wschód od Łomży nadal można się na nie nadziać. A to nic przyjemnego. Próba normalnej jazdy skutkuje trzęsiączką narządów wewnętrznych i odgryzaniem sobie języka, nie mówiąc o ryzyku dla roweru. Z kolei jazda poboczem nie zawsze jest możliwa, a zawsze bardzo spowalnia.
Czy w szeroko rozumianym rejonie Ostrołęki też występuje ta plaga? A jeśli tak, to byłbym wdzięczny za wskazanie mi konkretnych miejsc. Oznaczę je jako zakazane i zapomnę, że tam są w ogóle jakieś drogi...