27.11.2010 - 7 Maraton Komandosa

Napisane:
24 lis 2010, o 13:46
przez Pijący_mleko
27 listopada 2010 r - Lubliniec-Kokotek
Bieg przełajowy w pełnym umundurowaniu i 10kg plecakiem.
ORGANIZATOR Wojskowy Klub Biegacza „Meta” Lubliniec
1 Pułk Specjalny Komandosów
Cel imprez:
1. Umożliwienie żołnierzom rywalizacji w ekstremalnych warunkach.
2. Popularyzacja współzawodnictwa służb mundurowych.
3. Wyjście naprzeciw zapotrzebowaniu środowisk biegaczy w mundurach.
4. Popularyzacja służby w jednostkach specjalnych.
Termin i miejsce:
1. Lubliniec
2. 27 listopada 2010 r. godz. 9.00. Termin zgłoszeń do 11 listopada
3. Start i meta - Lubliniec-Kokotek
4. Trasa (42,195 km – dwa okrążenia) prowadzić będzie drogami leśnymi.
5. Limit na pokonanie trasy 7 godz.
Czytaj dalej ...
Źródło :
http://www.wkbmeta.pl/mk/index.html
W imprezie tej pobiegnie jeden z członków
AG bez limitu Ostrołęka i okolice.
Większość już wie kto to, ale liczę ze poniżej napisze parę własnych słów sam uczestnik.


Napisane:
24 lis 2010, o 20:20
przez karolbiegacz
tak tak miałem przypomnieć
Bartek po powrocie musi nam to opisać.
To jest niewyobrażalne 42km195m z 10kg na plecach - strach brrr.
Podziwiam i życzę dotarcia do mety.

Napisane:
24 lis 2010, o 22:28
przez Bartosz
Zapowiada się ciekawy start. Będzie sporo błota i prawdopodobnie śnieg. Przed chwilką skończyłem pastować buty i ułożyłem w plecaku pas balastowy i kilka ciężarków z siłowni. Przedstartowy stresik jest większy niż za pierwszym razem, bo po dwóch startach już wiem w co się pakuję
Dziękuję za życzenia powodzenia i trzymajcie kciuki. Po powrocie napiszę, jak przebiegała impreza.
ps. moja rodzinka najbardziej nie może doczekać się ciasta drożdżowego, które zawsze jest na podsumowaniu

Napisane:
25 lis 2010, o 08:10
przez Pijący_mleko
Trzymamy kciuki
I jeżeli ktoś z Twoich kibiców będzie miał aparat to nie zapomnij o zdjęciach.

Napisane:
29 lis 2010, o 13:01
przez Pijący_mleko
Bartosz napisał(a):moja rodzinka najbardziej nie może doczekać się ciasta drożdżowego, które zawsze jest na podsumowaniu
No więc jak, dobre było te ciasto drożdżowe ?
Gratulacje za bieg z dobrym wynikiem.

Napisane:
23 gru 2010, o 23:23
przez Bartosz
Skoro pytasz o ciasto to zacznę od końca... Ciasto było, lecz nie spróbowałem.
Dotarłem do mety, usiadłem na czymś do siedzenia i zaczęły mną targać jakieś dziwne dreszcze (było zimno, ale nie aż tak). Podchodzi do mnie mój trener w osobie żony i mówi: mamy grypę żołądkową, dzieci zaczęły „wyrzuty” zaraz po twoim starcie. Jak się czujesz? Trener wykazał się dużą mądrością, że nie powiedział mi o tym wcześniej, bo w moim przypadku dolegliwość grypowa jest bardzo sugestywna i mógłbym już na trasie zacząć zrzucać „płyny” i na pewno nie dobiegłbym do końca.
Przechodząc do rzeczy:
Było super. Kilka stopni mrozu, delikatnie padający śnieżek, dwa kółka po 21 km po lesie i nad jeziorkiem.
Przed startem ważenie plecaka (min. 10 kg) i sprawdzanie wysokości cholewki butów. Plecaki trafiły do specjalnej strefy, z której były odbierane tuż przed startem. Ubranie stosowne dla każdej z formacji (najbardziej przeszkadzały mi buty, bo moje mają w podeszwę wtopioną blachę i dla usztywnienia noska też jest tam kawałek metalu – niestety komfort jest zerowy, nie wspominając już o ciężarze).
Plan miałem następujący: bieg przez pierwsze okrążenie a następnie marszobieg na drugim kółku.
Przed startem wrzuciliśmy plecaki na plecy i zaczęła się zabawa.
Na trasie było trochę błota, które miejscami było zmrożone, trochę asfaltu z zamarzniętymi kałużami i oczywiście niesamowite widoki.
Przez pierwsze kilkanaście kilometrów biegło się bardzo przyjemnie. Od ok. 15 km. zaczął mi średni puls wędrować w górę i na półmetku przekroczył mi już 170, co było bardzo niepokojącą wiadomością. Planowałem poruszać się w tempie ok. 7 min./km, co przez pierwsze okrążenie nie sprawiało mi żadnych problemów. Po dotarciu na półmetek (uzupełnienie płynów, ważenie plecaka) zacząłem czuć się dziwnie. Przeszedłem na marszobieg (1 min marszu, 5 min biegu). Chyba niezbyt dobrze biegłem, bo wyprzedził mnie facet, który szedł równym energicznym krokiem. Nie było to zbyt motywujące... Ostatnie kilometry bardzo mi się ciągnęły. Poruszałem się w tempie ok. 8-8,5 min./km. Co ciekawe tętno miałem na poziomie 145-165. Zaczęło bardziej padać, ja też padałem.
Dotrwałem do końca. Był to najlepszy z wyników, jaki udało mi się osiągnąć na tej imprezie (byłem 3 razy). Czas 5:19:42. Dotrzeć do mety... bezcenne.
Zdjęcia prześlę Markowi, to je wrzuci na forum.
Pozdrawiam
Bartosz

Napisane:
9 sty 2011, o 18:28
przez karolbiegacz
Trochę nie miałem czasu ale zawsze dobrze późno niż wcale:)
Dyplomy Bartka z Maratonów Komandosa
2008r.
2009r.
2010r.