Dokładnie, z Arkiem wjechaliśmy jednocześnie na metę.
Pisałem już wcześniej, ale jeżeli ktoś nie doczytał to powtórzę: dla mnie bezapelacyjnie zwycięzcą dystansu 140 km był Krzysztof S. - ponieważ byłem w grupie 5-osobowej, która pierwsza przekroczyła linię mety więc nie ma bardziej wiarygodnego źródła informacji - co do informacji czasomierzyka to we wcześniejszym poście podałem przykład jego dokładności
Po prostu jeśli nam coś odbije i pojedziemy za rok to nie ma zmiłuj. Jak ktoś będzie chciał się zatrzymać na bufecie z obcej ekipy to w pedał i jedziemy dalej bez sentymentów

jestem tego samego zdania

startujemy 10s za grupą ze startu (może znowu będzie start indywidualny

)i jedziemy razem (ktokolwiek będzie chętny, żeby trochę potrenować i mieć zapewnioną świeżą wodę i trochę kalorii co 30km

, urywamy obcych (choć brać rowerowa jest jedna, to jednak są swoi i obcy

może rozwinę opis (swoi jadą razem - obcy wiozą się na kole

) i można stworzyć atmosferę jak na WSC w Kuriewskiech

A dystans no cóż, chciałem zobaczyć jak to smakuje i powiem wam że tak do 160-170 km jest ok. potem to już inny rodzaj zmęczenia nie spotykany na co dzień, dodam tylko że w pierwszej grupie nie zaliczyliśmy żadnego bufetu, a więc jazda ciągła przez 200 km średnia 33.5 i mimo bólu w nogach starczyło jeszcze mocy żeby powalczyć na finiszu

Mkar - a wyobraź sobie, że jedziesz te 200 km bez bufetu, walczysz na finiszu i widzisz wyniki, w których koleś którego wiozłeś na kole przez - nie przesadzając 98% trasy (bez urazy ale nie przesadzam) ma czas kilka sekund lepszy od Ciebie - gdzie tu duch rywalizacji sportowej
