Allegro wybrało dla mnie ciekawe oferty – do kosza
Jakiś bank chce mi napchać forsy do kieszeni, miłe – do kosza
podziękowanie za transakcję na allegro: „Czy naprawdę jesteś takim tępakiem że jak kupujesz uszkodzony towar to wymagasz aby był sprawny????
Ciekawe komu odesłałeś tą kartę, po co te kłamstwa...
No cóż kretynizm i hamstwo pięknie wyszło. Szkoda że w szkole nie nauczyli ciebie czytać. uszkodzone bez możliwości zwrotu...
Miełego dnia.” , przemiłe i jakie dowcipne – do archiwum
Reszta poczty do kosza. Stop jest coś z rowerowej Ostrołęki – niedzielny relaksik, brzmi nieźle ciekawe co w środku. Bla bla bla … na wybitnie rekreacyjną przejażdżkę i dalej bla bla bla. Kurcze ile to pokładów dobroci w ludzikach drzemie, aż mi się łezka w oku zakręciła. Miałem wczoraj sadzić las ale okazało się (po wyjrzeniu przez okno w celu zbadania warunków atmosferycznych), że mam mnóstwo zaległych spraw do załatwienia, ale dzisiaj wybitnie rekreacyjnie czemu nie? Wiatr spory ale te 50 km po leśnych drogach można śmignąć. Decyzja podjęta lecę do kościoła, po mszy lżej mi na duszy w kieszeni też, mam 30 min do zbiórki, ładuje do kuferka 2,5 kg gratów foto (rekreacja to i zdjątek można porobić), dętke, pompkę, podstawowe narzędzia, wiertarkę, grila, .. stop trochę się rozpędziłem, wiertarka wont a grill to taki żarcik. Dobra mam 15 min do spotkania, kupuję jakieś badziewie do żarcia ( może jakiś popas w lesie ?) i na 2 minuty przed terminem jestem na miejscu. Przywitałem się z jednym takim (zarośnięty, krzywy uśmiech
a spojrzenie to miał takie że aż się mleko zsiadło choć było pasteryzowane), na dzień dobry zasunął mi tekst iż daleka jest droga do Broku. Też mi nowość, a co mnie to obchodzi ja jadę sobie ” na wybitnie rekreacyjną przejażdżkę”. Zanim przestałem się uśmiechać dobił do nas taki jeden młodziak, twardziel taki
, że pod jego spojrzeniem polbruk pękał. Nie powiem to mnie trochę zaniepokoiło jak tak dalej pójdzie to za chwile pojawi się Al Capone, John Dillinger, Bogusław Linda, lub Matka Teresa. Na szczęście pojawiła się z wyglądu miła Pani w dość fajnej fryzurze, która zniszczyła zakładając hełmofon (czysty horrrror niewiasta która świadomie niszczy sobie fryzurę
) . A potem, potem, potem, potem, wiele potem, wiele wiele potem, pojawiła się drobna istota o niewinnej twarzyczce, z której ust wypłynął tekst typu - niewiele się spóźniłam.
Dalej to było objaśnianie mi empirycznie, mniej więcej do Goworowa, że tempo od 30 do 40 km/h to w sam raz na wybitnie rekreacyjną przejażdżkę, tyle to ja samochodem jeżdżę a nie rowerem. W Goworowie chwycił nas opad śniegu, co prawda ci w kaskach (ja byłem w czapce zimowej) twierdzili, że był to grad bo niby słyszeli jak stukał im o kaski, ja jednak twierdzę, że to zdrowy rozsadek dobijał się do ich główek. Jednak się nie dobił bo pojechaliśmy dalej. Zaliczyliśmy bar w Wąsewie (rozsądna decyzja) i pojechaliśmy w stronę Ostrowi. Tam odłączył się ten koleś od polbruku, ja tez chciałem bo mi się woda w tyłku zagotowała, ale mnie ugadali (stary siwy to i głupi). W końcu dojechaliśmy do Broku. Tam pewna Pani (która zniszczyła sobie hełmofonem fryzurę) po zaciekłych targach straciła pieniądze w zamian nabyła jakiś (bezsensowny) mebel który będzie musiała przerobić na ciemny machoń (ach ta kobieca logika). Tam też zrobiliśmy następną rozsądną rzecz zwiedziliśmy miejscowy bar „Kufelek”. I to była przedostatnia miła rzecz jaka mnie tego dnia spotkała. c.d.n. (a może nie?)






. Ponieważ sił nie stało to ciągnąłem się za resztą grupy jak łańcuch za krową brzdąkając pod nosem różne ładne i nie tylko ładne wyrazy. Za Jelonkami z magnetyczną wprost siłą zaczął mnie przywabiać rów z wodą
i zrezygnowałem. Ostatecznie nie jestem samolubem. Czerwin, knajpa, fajnie, niestety krótko bo słońce nisko. Sieczkarnia może do niej wskoczyć? Holender, nieczynna
. Podobnie jak i młockarnia
Chce mnie zabić?
To nie krawężnik to wysepka na rozjeździe, i tak kretyn i morderca to zrobił, tak blisko celu chciał mnie wykończyć. Głąb jeden. Zgrzytam zębami, prawdopodobnie przejechałem przez tory, skąd w Ostrołęce tory? A w du...e z torami. Skręcam na osiedle Kwiatowe. Organizatorka ”WYBITNIE REKREACYJNEJ PRZEJAŻDZKI” uparła się aby z psami przedyskutować sprawę bezdomnej Policji (albo odwrotnie). Jednak rezygnuje, pewnie brak jej wiary w skuteczność tych działań. Ostatecznie nie każdy ma tak mocną psychikę jak ja. Rozdzieliliśmy się przy Mini Malu. Dwie osoby pojechały w kierunku rzeki (ciekawe po co, mam nadzieję, że nie miały jakiegoś głupiego pomysłu), a spec od mleka mruknął „odprowadzę cię do domu bo możesz dostać zawału”. Może powiedział coś innego ale serce mi łomotało tak jakbym miał dostać zawału, tak że nie jestem pewien co powiedział. Zostałem sam. Zsiadłem z roweru. Tyłek miałem na miejscu bo bolał mnie nieziemsko. Nogi zamiast drobić kroczki chciały dalej pedałować, jakby im jeszcze było mało. Znosząc rower po schodach do piwnicy zapomniałem podnosić nogi. Potknąłem się, zakląłem szpetnie, kostka cała, rower brudny, ja wściekły, aparat zatorbiony a w domu pies czeka na spacer. Wchodzę do mieszkania, żona zamyka się w pokoju, córa mnie wita, pies na widok piany na mym pysku ucieka w kąt. Biorę smycz, pies macha ogonem, córka poszła się uczyć (grzeczne dziecko), wychodzę z psem, myślę, i tak kończy się WYBITNIE REKREACYJNA PRZEJAŻDZKA. Następnego dnia dostaję krótki liścik o treści 
. Nie wiem tylko skąd u mnie przeświadczenie, że znowu coś pochrzaniłem